
// //
// //
// //
// //
// //
// //
// */
Jeszcze zupełnie niedawno sądzono, że dla dzieci używanie więcej niż jednego języka prowadzi do zamętu i chaosu w ich małym świecie. Przypuszczano, że ich ograniczone możliwości powodują, że w momencie przyswajania więcej niż jednego języka, nie będą się one w stanie nauczyć prawidłowo żadnego. Jeszcze dziś, w wielu emigracyjnych domach można usłyszeć zrzędliwy, choć wypowiadany z myślą o dziecku komentarz babci lub sędziwej cioci: dlaczego on mówi w dwóch językach? Tylko mu się w głowie pomiesza... Jak wygląda prawda? Co jest faktem, a co mitem we wczesnej, dziecięcej wielojęzyczności?
Obszerny mózg
Blisko 70% ludności świata potrafi porozumiewać się w dwóch lub więcej językach. Istnieją kraje, w których wielojęzyczność jest czymś zupełnie naturalnym. Przykładem mogą być takie państwa jak Irlandia, Szwajcaria czy Belgia, w której sami żyjemy i pracujemy. W przypadku osób dorosłych nie podlega wątpliwości, że władanie więcej niż jednym językiem jest zaletą nie tylko na rynku pracy, ale i w życiu codziennym. W przypadku dzieci zaczynają się jednak rodzić wątpliwości i zazwyczaj zostaje postawione pytanie: czy aby na pewno nauka więcej niż jednego języka nie przyniesie więcej szkód niż korzyści? Nasuwa mi się tu przykład z mojego dzieciństwa. Jeden z moich rówieśników pochodził z rodziny węgiersko-polskiej. Już jako dzieciak władał płynnie dwoma językami, a w szkole doszedł mu trzeci – angielski, którego jednak nigdy nie nauczył się w stopniu nawet zbliżonym do dwóch poprzednich. Ławka szkolna i wielogodzinne ćwiczenia nie mogły mu dać tego, co naturalne, „wyssane z mlekiem matki”. Bardzo zazdrościłem mu dwujęzyczności, bo już jako studenci złapaliśmy dorywczą pracę w tej samej branży, na infolinii sprzedażowej. On jednak obsługiwał nie tylko klientów polskich, ale i węgierskich, za co dostawał prawie dwa razy więcej. Co interesujące, jego rodzice spotkali się z falą krytyki, kiedy był dzieckiem i totalnym niezrozumieniem dziecięcego fenomenu językowego.
Tymczasem najnowsze badania pokazują, że dzieci wzrastające wielojęzycznie są umysłowo elastyczniejsze i sprawniejsze w postrzeganiu. Do trzeciego roku życia dzieci „kodują” różne języki tylko w jednym regionie mózgu, w związku z czym ich mózg pracuje szczególnie efektywnie. Kierując się zasadą naśladowania, dzieci uczą się wielu języków tak samo dobrze i pewnie, jakby uczyły się tylko jednego. Aby jednak osiągnąć taki stan, warto przestrzegać pewnych zasad – jasnych i klarownych.
Chłonne gąbki
Dlaczego właściwie dziecko przyswaja języki lepiej niż dorośli? I dlaczego szkolna ławka jest środowiskiem zdecydowanie mniej sprzyjającym nauce niż życiowe realia? Powodów jest kilka. Przede wszystkim w tak zwanym okresie sensytywnym (do 7-8 roku życia), dzieci mają niezwykłe zdolności językowe. Są wówczas zdolne przyswoić sobie każdy język, z którym się zetkną dostatecznie długo i intensywnie. Dzięki temu możemy władać wieloma językami, zupełnie nie uświadamiając sobie zasad jego działania, gramatyki czy budowy składni. Jeśli mieszkamy w kraju wielojęzycznym, poznamy 2, 3, a czasami 4 języki równocześnie, i to tak, jakby każdy z nich był naszym językiem ojczystym. Dziecko z łatwością przyswoi również wymowę i akcent, z którym się styka. Za odkrycie tego fenomenu językowego prof. Noam Chomsky zdobył ponad 40 lat temu Nagrodę Nobla, a zjawisko to tłumaczy możliwości językowe najmłodszych.
Istotnym czynnikiem, szczególnie w przypadku przewagi procesów uczenia w środowisku naturalnym niż sztucznym (szkolnym), jest multisensoryczność – poznawanie zmysłami. Zjawisko to doskonale obrazuje eksperyment przeprowadzony w programie edukacyjnym BBC. Próbowano tam nauczyć angielskojęzyczne dzieci nazw różnych produktów żywnościowych w języku polskim. Okazało się to niezwykle trudnym zadaniem. Na pięć produktów, żadna nazwa nie została zapamiętana po jednokrotnym pokazaniu. Badanie powtórzono, pozwalając spróbować innych pięciu produktów żywnościowych, jednocześnie podając ich nazwy. Dzieci zapamiętały od 3 do 5 nazw za jednym pokazaniem i spróbowaniem. Dlaczego tak się stało? Oczywiście, w proces zapamiętywania zaangażowane było wiele zmysłów – wzroku, smaku, zapachu, dotyku i słuchu. I tak stymuluje nas otaczająca rzeczywistość – dostajemy pełen pakiet.
Przyjazne środowisko
Ostatnio widziałem w jednym z belgijskich urzędów zabawną sytuację. Kobieta „rozmawiała” z urzędniczką, a za rękę trzymała czteroletnią najwyżej dziewczynkę. Każda sekwencja wypowiadana przez matkę, była tłumaczona przez dziecko, a następnie, po wysłuchaniu odpowiedzi urzędniczki, dziewczynka tłumaczyła ją na język polski. Szło to trochę opornie – dziecko nie znało pewnych „dorosłych” słów, ale ostatecznie osiągnięto porozumienie. Chwilę później udało mi się porozmawiać z ową kobietą, która przyznała, że choć w Brukseli mieszkają już dwa lata, to ona wciąż z najwyższym trudem dogaduje się w najprostszej nawet kwestii, a córka mówi płynnie bez nawet śladu obcego akcentu. Pokazuje to jak szybko dzieci uczą się języka, ale zwraca również uwagę na ciekawe zagadnienie środowiska stymulującego taki rozwój.
Zazwyczaj dzieci wielojęzyczne pochodzą z rodzin, w których rodzice mówią dwoma językami lub mówią jednym językiem, ale żyją w nie swoim kraju.
Eksperci językowi są zgodni, że w przypadku obu tych środowisk wymagana jest konsekwencja, aby rodzice mówili w swoim rodzimym języku. Pozwala to uniknąć przekazywania dziecku nabytych błędów językowych. Należy również pamiętać, że naturalnym będzie wolniejsza nauka mowy, tzw. mieszanie języków przez dzieci wielojęzyczne. Dzieje się tak dlatego, że dziecko dość późno zyskuje świadomość istnienia dwóch różnych systemów językowych. Jednakże w późniejszym okresie na ogół nie ma problemów z wyborem danego języka, w zależności od partnera komunikacyjnego i danej sytuacji. Mózg rozdziela i doskonali oba języki równolegle.
Ułatwiona asymilacja
Szczególnie dla najmłodszych proces asymilacji z grupą rówieśniczą jest niezwykle ważny. Akceptacja, poczucie bycia lubianym, zrozumienie, to kwestie kluczowe. Język i porozumienie są niezbędne, aby wśród innych poczuć się dobrze. Dlatego należy inwestować czas i pieniądze w językowy rozwój dziecka. Będzie to inwestycja, która z pewnością się nam zwróci. Trzeba także zaznaczyć, że w rodzinach emigracyjnych często pojawiają się u dzieci problemy z określeniem własnej tożsamości i przynależności do grupy. To na rodzicach leży obowiązek kultywowania tradycji i języka kraju rodzinnego, co umożliwi nie tylko łatwiejsze zaakceptowanie emigracyjnej rzeczywistości, ale również powrót do kraju. Reasumując, wielojęzyczność nie przyjdzie sama, istotna jest pomoc rodzicielska. Jest to jednak niezwykle cenna inwestycja w przyszłość, za którą nasze dzieci będą pewnego dnia wdzięczne.
Aleksander Sadomski
Zalety wielojęzyczności
Istnieją dowody na to, że dwujęzyczność:
Wady wielojęzyczności