Dziś jest , imieniny obchodzą:

Na noszach wyniesiona

Po wrażeniach mojego pierwszego dnia w pracy po powrocie z urlopu macierzyńskiego, ledwie zdołałam dojść do siebie. Na szczęście miałam dwa dni weekendu, żeby się jakoś pozbierać i przygotować na nadchodzący tydzień. Wiedziałam, że z Żabimi Oczami jako szefową łatwo mi w biurze nie będzie, nie spodziewałam się jednak, że wszystko potoczy się aż tak dramatycznie, że wyląduję przez nią w szpitalu… 

 

Gdy zjawiłam się w poniedziałek rano w biurze, Żabie Oczy siedziały już przy komputerze i pilnie stukały tipsami w klawiaturę. Byłam pięć minut po czasie, jednak moja nowa szefowa nie omieszkała ostentacyjnie spojrzeć na zegar zawieszony na ścianie i znacząco chrząknąć, gdy po włączeniu komputera poszłam nastawić wodę na kawę. Miałam za sobą nieprzespaną noc (Pawełek kwilił co chwila i domagał się smoczka) i zwyczajnie w świecie potrzebowałam kofeiny, żeby jakoś przetrwać ten deszczowy poranek. Gdy tylko usadowiłam się wygodnie przy moim stanowisku pracy, sprawdzając w pierwszej kolejności pocztę i popijając ciepłą kawę, Żabie Oczy zapiszczały skrzekliwie zza ekranu, że chciałyby napić się herbaty z cytryną, bo kawy w obecnym stanie żadną miarą jej pić nie wolno. Początkowo zignorowałam jej słowa, bo zwyczajnie nie zrozumiałam, że mówi do mnie. Koleżanka – albo raczej kierowniczka – nie dała jednak za wygraną i ponowiła swoją prośbę. Spojrzałam na nią zdziwiona, bo gdy to ja zarządzałam biurem, nigdy nie prosiłam jej, żeby zrobiła mi coś do picia! Powiedziałam, że nie ma w naszej firmie zwyczaju serwowania napojów dyrekcji czy kierownictwu, co w dodatku jest prawdą, gdyż szefostwo zawsze samo robi sobie kawę czy herbatę. Żabie Oczy żachnęły się na moje słowa i poszły wściekłe do kuchenki zalać wiórka herbaciane gorącą jeszcze wodą. Oho – pomyślałam sobie – koleżanka jest dopiero w czwartym miesiącu ciąży, a już staje się nie do wytrzymania i domaga się specjalnego traktowania… Ciekawe, co będzie dalej, zwłaszcza pod koniec, gdy jej talia osy zamieni się w obręcz jak u beczki, nogi napęcznieją i zmęczenie będzie dawać się we znaki. Postanowiłam jednak się tym zbytnio nie martwić licząc na jakiś bliżej nieokreślony cud i zabrałam się do roboty. Przedpołudnie minęło nawet spokojnie, ale – jak się potem okazało – była to tylko cisza przed burzą, która miała nastąpić po przerwie obiadowej. 

 

Jeszcze przed 12:00 Żabie Oczy zaczęły odgrzewać sobie obiad w kuchence mikrofalowej, zaśmierdzając przy tym całe nasze biuro tak, że musiałam otworzyć okno i trochę przewietrzyć pomieszczenie, w którym miałam spędzić kolejne kilka godzin. Gdy tylko jednak moja nowa kierowniczka poczuła chłodne powietrze, skoczyła jak oparzona wykrzykując, żebym natychmiast wszystko pozamykała, bo się jeszcze przeziębi i nie daj Boże rozchoruje, co mogłoby zaszkodzić dziecku. Zamknęłam ze złością okno i powiedziałam, że wychodzę na obiad, bo inaczej się zaraz uduszę w tym smrodzie, osierocając tym samym kilkumiesięczne dziecko. Żabie Oczy poczerwieniały ze złości, ale nic nie powiedziały, tylko poszły do kuchni kończyć jedzenie swojego mocno aromatycznego obiadu. 

 

Wracając do biura po krótkim spacerze po porcję frytek i kiełbaskę, wiedziałam, że znów dojdzie do starcia między mną a moją nową kierowniczką. Znam przecież Żabie Oczy od dawna i wiem, że nie odpuszczą nikomu i niczemu, zwłaszcza teraz, gdy napawały się swoją władzą, zdobytą dzięki pościelowej przygodzie z naszym szefem. I nie myliłam się… Zaledwie przekroczyłam próg pomieszczenia, moja dawna koleżanka biurowa stwierdziła słodkim głosikiem, że jeśli jest mi zbyt gorąco w biurze i się tutaj duszę, to powinnam zejść do naszej piwnicy i uporządkować archiwum firmy, które od dawna jest mocno zaniedbane. Widząc mój wyraz twarzy, dodała jeszcze słodziej, że sama miała się do tego zabrać już od dłuższego czasu, no, ale, że teraz nie da rady, bo przecież jest w ciąży i musi o siebie dbać. Zagotowało się we mnie i miałam szczerą ochotę chwycić ją za ten farbowany łeb z balejażem i zawlec do tego zakurzonego, zapajęczonego i zarobaczonego archiwum i zamknąć ją tam na wieki, jak w bajkach zamykano w wieżach białowłose królewny. Niestety, nie mogłam tego zrobić, dlatego odpowiedziałam jej – starając się zachować zimną krew – że nie mogę zająć się porządkami w archiwum, bo mam silną alergię na kurz i roztocza, które powodują, że się duszę i dostaję coś na kształt ataków astmy. Żabie Oczy odrzekły na to, że nigdy o tym nie słyszały i że pewnie chcę się wymigać od tego trudnego zadania, ale nie z nią takie numery – mam iść na dół i tyle. Powiedziałam, że to prawda, że jestem silnie uczulona i że nie powinnam wykonywać żadnej pracy w piwnicy. Na to – ta pożal się Boże kierownicza – zagroziła mi, że jeśli natychmiast nie zacznę porządków w archiwum, to dostanę naganę i wylecę z pracy z wielkim hukiem. Zadzwoniłam do Jacka prosząc, żeby podjechał do mojego biura, gdy będzie tędy przejeżdżać i przywiózł mi lekarstwo na alergię, które zostało w jego samochodzie po naszej weekendowej wycieczce do parku, po czym zeszłam do piwnicy, nie mając zbytnio innego wyjścia. Będąc na schodach słyszałam jak Żabie Oczy świergotały coś do słuchawki swoim landrynkowatym głosikiem, dzwoniąc zapewne do naszego szefa, złapanego przez nią w zastawione sidła. Pewnie się na mnie skarży – pomyślałam, po czym zabrałam się do porządków w archiwum. Nic mi nie było, aż się zdziwiłam, bo nawet nie zaczęłam kichać, jak zawsze gdy wycieram kurz albo odkurzam. Postanowiłam posiedzieć z godzinę na dole, po czym wrócić na górę do biura, żeby napić się kawy i odetchnąć świeżym powietrzem, bo w piwnicy panował straszny zaduch. Gdzieś po pół godzinie, zaczęłam ściągać z półek kartony wypełnione starymi fakturami i dokumentami, pewnie już nigdy nikomu niepotrzebnymi, ale trzymanymi z przezorności przez naszą szefową, niepozwalającą nikomu niczego wyrzucić. Po chwili poczułam się bardzo dziwnie. Miałam wrażenie, że zaczynam puchnąć, że moje palce, usta i cała twarz robią się napęczniałe jak nadmuchany na odpuście balon. Gdy sięgnęłam po kolejne pudło, żeby je ściągnąć na dół, poczułam, że tracę wszelką energię i siłę. Karton z fakturami runął na ziemię z wielkim hukiem, a ja padłam na niego mając wrażenie wielkiej niemocy i zapadania się w ciemność. Co się potem działo – nie pamiętam. 

 

Obudziłam się w naszym biurze leżąc na noszach, na których mnie ponoć wynoszono nieprzytomną z piwnicy. Z relacji Jacka wynika, że Żabie Oczy – zaalarmowane hukiem na dole i brakiem odpowiedzi na nawoływania, zeszły zobaczyć, co się ze mną dzieje. Ujrzały mnie leżącą bez oznak życia na pudle z papierami, więc wróciły się do biura, żeby zadzwonić po naszego szefa. W tym momencie nadjechał Jacek i gdy usłyszał, że leżę na ziemi w piwnicy kazał jej dzwonić po pogotowie, a sam pobiegł na dół mnie cucić. Chwilę potem zjawili się ratownicy i to oni wynieśli mnie z piwnicy i zaczęli budzić z omdlenia. Okazało się, że byłam cała opuchnięta, jak po ukąszeniu przez jakiegoś owada czy robala, co spowodowało alergiczną reakcję mojego organizmu, źle znoszącego kurz, roztocza i kilka innych alergenów. Jako że jestem uczulona na różne rzeczy, co znaczy, że źle znoszę ich nadmiar w powietrzu lub we krwi, moje ciało zareagowało szokiem, nie mogąc sobie poradzić ze zbyt dużą ilością substancji uczulających. Możliwe, że w tych wszystkich kartonach siedział jakiś robal czy pająk, który mnie użarł, doprowadzając do utraty przytomności. Co by to nie było, skutek był opłakany. Dostałam zastrzyk, receptę na jakieś lekarstwa i zakaz pracy w piwnicy. Akurat wtedy zjawił się nasz szef, który po dokładnym zlustrowaniu mnie, spojrzał na Żabie Oczy i zapytał ją, czyj to był pomysł. Kierowniczka bąknęła pod nosem, że jej, po czym pobiegła z płaczem do toalety. Poleżałam jeszcze z pół godziny na naszej małej biurowej kanapie – jak zalecili panowie z pogotowia – po czym Jacek (ze łzami w oczach, co ogromnie mnie wzruszyło) zabrał mnie do domu. Miałam tydzień wolnego, więc powoli dochodziłam do siebie, zastanawiając się, czy nie powinnam zmienić pracy… Chyba, że szef zmieni kierowniczkę, na co miałam skrytą nadzieję…

Anna Karska

Polecamy

Tradycją Polskiego Centrum Kształcenia im. Jana Pawła II w Brukseli stał się corocznie organizowany festyn. W tym roku odbył się w niedzielę, 15 czerwca. Pogoda dopisała, a na imprezę zorganizowaną przy współpracy z Komitetem Rodzicielskim przybyły całe rodziny.

Nadeszła pora na kolejny artykuł z cyklu porad architektów D44 dotyczących tworzenia wystroju wnętrz i organizacji przestrzeni. W ostatnim czasie otrzymaliśmy wiele zapytań dotyczących projektowania kuchni tak, aby była ona jednocześnie nowoczesna, wygodna i funkcjonalna.

Wiosną będziemy mieli okazję zobaczyć po raz drugi w Belgii kabaret Ani Mru-Mru. Brukselska Sala 44 Center wypełni się salwami śmiechu.

Jak co roku, miesiące luty i marzec to już tradycyjnie czas targów „Rybomania”. W lutym z kumplami z zaprzyjaźnionego Teamu Polish Vikings Carp Team udaliśmy się na targi do Poznania. Dla mnie to tradycja, a dla moich kolegów to pierwsze takie targi w Polsce.

We wrześniu tego roku będziemy obchodzić kolejną rocznicę wyzwolenia Belgii przez dywizję pancerną generała Maczka.

 

Goście zwiedzający ogród zoologiczny w szkockim Edynburgu wielokrotnie wydawali okrzyk zgrozy widząc człowieka przeskakującego ogrodzenie i zmierzającego ku ważącemu 250 kg niedźwiedziowi syryjskiemu. – Sam wiele razy to robiłem, zresztą mieliśmy z kolegami dyżury, po prostu odwiedzaliśmy Wojtka – wspomina pan Romuald, dziś 93-letni, pogodny senior, były żołnierz 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii 2-go Korpusu Polskiego generała Andersa.

Badminton, gra, która większości z nas kojarzy się z dobrą zabawą i wakacjami. Nic bardziej mylnego, jest to sport bardzo wymagający a na najwyższym poziomie niesamowicie dynamiczny.

Tomasz, lat 40, rozwodnik. Któregoś ranka obudził się z myślą, że może nie jest jeszcze za późno, by dokonać w swoim życiu zmian. Nie wie za bardzo, od czego zacząć, ale jest pewien, że dotychczasowe przyzwyczajenia nie dały mu szczęścia.

Masz dość chodzenia po ziemi? Chciałbyś zobaczyć świat z góry i przeżyć trochę mocnych wrażeń? Wspinaczka to coś dla Ciebie! Na czym polega? Jakie są jej korzyści? Gdzie można ją uprawiać? Wznieśmy się do góry, by rzucić okiem na ten sport mający mnóstwo zalet.

Zanim zacznę, warto chyba wyjaśnić, czym się na co dzień zajmuję, gdyż może to nieco pomóc zrozumieć moją obecną sytuację. Prowadzę swoją własną działalność, jeśli tak to można nazwać. Choć osobiście traktuję to raczej jak pomoc personalną.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Dzień Dziecka 2012
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Mini galeria 03
  • Koncert Budki Suflera
  • Krakus
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Mini galeria 04
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Bal Gimnazjalistów
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Miss Fitness
  • Ani Mru Mru
  • Bal Karnawałowy 2012

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices