Dziś jest , imieniny obchodzą:

Weekend za miastem

Wiosenna pogoda i dłuższe dni obudziły w nas potrzebę kontaktu z naturą. Oboje z Jackiem, a i Pawełek też, potrzebowaliśmy wystawić nasze blade i zmęczone po zimie buźki na słońce. Każdy, kto mieszka w Belgii i przez większą część roku spogląda na szaro-grafitowe, pochmurne niebo, wie, jak bardzo potrzeba człowiekowi promieni słonecznych i cennej dla zdrowia witaminy D. Podążając wzorem rodowitych mieszkańców tej ziemi, postanowiliśmy skorzystać z długiego majowego weekendu i wybrać się za miasto.

 

Przygotowania do wyjazdu rozpoczęliśmy dwa tygodnie wcześniej, co wydawało nam się bardzo rozsądnym terminem, bo przecież to już nie pora zimowych wypadów na śnieg lub na słońce, a też jeszcze nie czas letnich wyjazdów wakacyjnych. Jakie było nasze zaskoczenie, gdy wszystkie hotele na belgijskim wybrzeżu, o dobrym standardzie i w przystępnej cenie, były już zarezerwowane. Spróbowaliśmy w górach – to samo. Postanowiliśmy spróbować szczęścia w prywatnych kwaterach – zwanych z angielskiego Bed and Breakfast – ale i tu nie było łatwo: albo nie chcieli z dzieciakiem, albo nie było już miejsca ,albo znów za drogo jak na naszą przeciętną raczej kieszeń. Zadzwoniłam do mojej dawnej sąsiadki Irenki, zawsze wyjątkowo dobrze poinformowanej niezależnie od zagadnienia, z pytaniem o jakieś przyjemne miejsce na weekend rodzinny, najlepiej nad morzem. I okazało się, że dobrze zrobiłam! Ta wyjątkowa kobieta nie tylko znała odpowiednie miejsce i miała namiary do właścicielki, ale też okazało się, że prowadząca tę kwaterę pani, to serdeczna znajoma Irenki ze szkolnych lat i z pewnością znajdzie nam jeszcze jakiś pokoik. Zadzwoniłam bezzwłocznie do pani Alinki i okazało się, że powołując się na moją dawną sąsiadkę, bez problemu zarezerwowałam małą garsonierę, zwaną tutaj studio, na nasz wyczekiwany weekend. Jak się potem okazało, istnym szczęściem było to, że nie było dla nas miejsca w hotelu. Nigdy byśmy się bowiem nie pomieścili w mini pokoiku razem ze wszystkimi rzeczami, które zabraliśmy…

Wiadomo, że wyjazd z maluchem wymaga zabrania dodatkowych rzeczy, bez których dorosły człowiek może się spokojnie obejść. Na kilka dni przed naszym weekendem w Ostendzie, przygotowałam listę rzeczy do zrobienia, kupienia i zabrania w podróż. Jacek chwycił się za głowę, gdy zobaczył moje zapiski i zapytał tylko, czy ten szkrab pełzający po ziemi rzeczywiście tego wszystkiego potrzebuje. Przestudiowałam moje notatki i odpowiedziałam, że tak i że w dodatku to jest niezbędne minimum. Małżonek wybuchnął śmiechem i powiedział, że on ani połowy z tego nie miał, gdy za młodu jeździł z rodzicami rozklekotanym Polonezem na Węgry i do Bułgarii. Skwitowałam jego komentarz stwierdzeniem, że to były inne czasy i nam się o wielu rzeczach nawet nie śniło, co nie znaczy, że mamy tego pozbawiać własne dziecko. Bierzemy wszystko i koniec! Bo jak mówiła św. pamięci babka Łucja: Lepiej dźwigać niż ścigać, najpierw zostawić rzeczy w domu – niepotrzebne nikomu, a potem krocie płacić i dać się innym bogacić, bo się z chałupy nie zabrało, choć pod ręką wszystko miało. Jako że babka nieboszczka zawsze we wszystkim rację miała, o czym się już niejednokrotnie przekonałam, postanowiłam zrobić po swojemu i spakować wszystko, co uznałam za konieczne na nasz weekend nad morzem.

I tak w dzień wyjazdu, do bagażnika naszego poczciwego auta, Jacek upchnął: dwie wielkie walizy z ciuchami (jedna z moimi i jego rzeczami, druga z Pawełka ubrankami i śpioszkami na zmianę), pudło pampersów i dwie paczki chusteczek do wycierania pupy, dwie torby z kosmetykami (moimi i maluszka, w której był m. in.: puder, termometr, dwa różne środki na zbicie gorączki, syrop na kaszel, maść na otarcia, waciki, pałeczki dziecięce do uszu, maść na kaszel, płyn do kąpieli dla dzieci i szampon nieszczypiący w oczka, balsam do ciała, homeopatyczne kapsułki do picia w celu złagodzenia bólu u ząbkującego malucha oraz maść do nacierania obolałych dziąseł), wózek, kołderka chroniąca od wiatru i mrozu, śpiworek nocny, przeciwdeszczowa pelerynka na wózek, łóżeczko składane z materacykiem i wanienka. Do tego, zabraliśmy także koszyk z jedzeniem, w którym znalazło się m. in. mleko w proszku, słoiczki z kompocikiem i papkami obiadowymi – na wszelki wypadek, gdyby trzeba było Pawełka dożywić – podgrzewacz do mleka i jedzenia, butelki, smoczki, chusteczki higieniczne i śliniaczki. Była jeszcze także torba z zabawkami, książeczkami i pluszakami oraz przytulanka naszego synka w postaci niebieskiego króliczka.

Muszę przyznać, że po zapakowaniu nasze auto bardziej przypominało cygański tabor wędrujący szlakami Europy z całym swoim dobytkiem niż samochód gotowy na rodzinną przejażdżkę weekendową. Jacek zażartował, że na dłuższy nasz wyjazd, na przykład na wakacje, będzie musiał wypożyczyć małą przyczepkę, bo nie wyobraża sobie, jak wszystko pomieścić, jeśli dojdą jeszcze dmuchane materace i kaczka do pływania, koce na plaże, wiaderka, łopatki itd. Dodał, że nawet bagażnik na dachu nie pomoże, jedynie przyczepka albo najlepiej od razu ciężarówka. Rozśmieszyło mnie to bardzo i zaczęliśmy chichotać jak małe dzieci. Pawełek przyłączył się do naszego radosnego nastroju i głośno rechotał, choć nie wiedział przecież, z czego się tak śmiejemy. W końcu wyruszyliśmy nad morze, ciesząc się z bycia razem, z dobrej prognozy pogody i z kilku dni wolnych, które mogliśmy spędzić poza domem. Poczułam się bardzo szczęśliwa. Miałam obok siebie dwie najbardziej ukochane na świecie istoty, z którymi mogłam po prostu być. Wszyscy byliśmy zdrowi i w sumie nic nam więcej nie potrzeba było. Właśnie to zapewne miała na myśli św. pamięci babka Łucja, gdy mówiła: szczęścia w ludziach – nie w rzeczach – upatrywać trzeba, bo w bliskich nam istotach – największy dar nieba… I jak zawsze, nie myliła się…

Anna Karska

Polecamy

Czy zakupoholicy nie mają dylematu „mieć czy być”? Dla nich często mieć to być. Ale to szczęście trwa krótko. Potem przychodzą problemy i wyrzuty sumienia. I tak w kółko.

 

Ostatnio pisałam o zaletach i wadach włosów doczepianych i – tak jak obiecałam – w tym numerze napiszę o rodzajach włosów, które proponuje nam dzisiejszy rynek oraz metodach ich montażu, gdyż jest ich naprawdę duży wybór.

 

W numerze listopadowym pisałam o możliwości darmowego upgrade’u systemów Windows 7 i 8 do Windows 10. Osoby, które jeszcze tego nie zrobiły mogą się zastanawiać, co nowego oferuje nam najnowszy system Microsoftu.

 

Niewielkie miasteczko w belgijskich Ardenach 14 października przybrało polskie barwy, na mostach i murach powiewały biało-czerwone flagi i jubileuszowe plakaty Polskiej Macierzy Szkolnej w Belgii. Polska organizacja świętowała swoje 65-lecie.

 

Spośród wielu znakomitych belgijskich piw wyróżniają się te robione przez zakony trapistów. Uznanie ich wyjątkowego charakteru pozwoliło nie tylko na obecność w Belgii, ale i na całym świecie. Tego dowodem jest również upodobanie innych zakonów rozsianych w Europie i poza nią.

Świat się zmienia za sprawą nowoczesnych technologii i nic nie zatrzyma tego procesu.

Panie o figurze typu H charakteryzuje „jednolitość”, czyli ramiona i biodra mają taką samą szerokość, a wcięcie w talii jest ledwo zarysowane.

 

Jeszcze przed końcem roku, szefowa przykazała nam porozumieć się w sprawie urlopów i zrobić plan, kto kiedy chce mieć wolne. Dała nam wolną rękę, pod warunkiem, że będzie zapewniona ciągłość pracy i obecność przynajmniej jednej z nas w każdym z biur.

Wygląda na to, że słoneczna pogoda odeszła na dobre i super słoneczne dni we wrześniu skończyły się, wróciliśmy do codziennych obowiązków, szkoła, praca…

Drużyna Polonii wydaje się zmierzać pewnymi krokami po tytuł mistrza jesieni. Drużyna prowadzona przez Krzysztofa Piekarskiego pewnie zbliża się ku obranemu przed sezonem celowi.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Dzień Dziecka 2012
  • Bal Gimnazjalistów
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Koncert Budki Suflera
  • Krakus
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Mini galeria 03
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Mini galeria 04
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Ani Mru Mru
  • Miss Fitness
  • Bal Karnawałowy 2012

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices