Dziś jest , imieniny obchodzą:

Jesienne epidemie

Ostatni miesiąc w biurze upłynął nam pod znakiem jesiennych dolegliwości, które skutecznie zaburzyły harmonogram pracy i dużurów w firmie. Mimo, że każej jesieni na zmianę chorowałyśmy, nigdy jeszcze nie było tak źle jak w tym roku. Nasza szefowa dosłownie rwała sobie włosy z głowy, rzucając gromy za każdym razem, gdy dostawała kolejne zwolnienie lekarskie jednej z nas. A wszystko zaczęło się od Żabich Oczu i jej małego dzieciątka, które rozpoczęło swoją żłobkową przygodę właśnie tej jesieni.

Jak zapewne wie każda mama, początki w żłobku lub przedszkolu nie są łatwe. Dziecko co chwila choruje, łapiąc kolejne bakterie i wirusy, z którymi dotychczas nie miało okazji się zetknąć i oswoić. Każdy tydzień oznacza nową chorobę, gorączkę, kaszel, katar i – co najgorsza – pobyt malucha w domu. Ten okres adaptacyjny do nowych warunków wykańcza nie tylko dziecko, ale i jego matkę, na którą najczęściej spada obowiązek zajęcia się miluskińskim. Tak też było i tym razem. To Żabie Oczy – z racji samotnego wychowywania dziecka – musiały wszystkiemu podołać. A to wcale nie było łatwe. Za każdym razem nasza koleżanka biurowa także łapała jakieś świńswto, które przynosiła nam za kilka dni do biura. Od niej zarażała się któraś z nas.

Bakterie roznosiłam także i ja, bo mój Pawełek też przywlekał z przedszkola jakieś choróbska z grypą żołądkową włącznie. I właśnie ta grypa zupełnie dobiła naszą biedną szefową. Nie dość, że co chwila nawalały jej kolejne pracownice, padając jak muchy z gorączką i bólami żołądka, to jeszcze sama złapała słynnego rothawirusa i spędziła siedem dni w malignie. Nie mogąc – chyba po raz pierwszy w życiu – zająć się prowadzeniem firmy z powodu wysokiej gorączki i innych dokuczliwych objawów grypy żołądkowej - które tutaj przemilczę, bo nie wypada o nich opowiadać wszem i wobec - zmuszona została do nawiązania dyplomatycznych kontaktów z szefem. Musiała bardzo źle się czuć, skoro poprosiła o pomoc swojego byłego męża, z którym rozstała się po wyjściu na jaw jego romansu z Żabimi Oczami zakończonego poczęciem potomka. Gdy po tygodniowej chorobie szefowa wróciła do biura, przedstawiała sobą nader żałosny wygląd. Była wychudzona, blada i zmizerowana. Ciągle słaniała się na nogach, ale musiała pojawić się w firmie, bo akurat zapowiedziała się kontrola z urzędu skarbowego, której żadnej siłą nie dało się przełożyć na inny termin. Jako, że nieszczęścia chodzą zawsze parami, a niekiedy nawet i gromadą, dodatkowo przytrafił się wyjątkowo nieludzki kontroler, który każdy szczegół sprawdzał kilka razy upewniając się, że wszystko jest w porządku. Ten dzień zdawał się nie mieć końca. Gdy późnym wieczorem szefowa opuszczała biuro wyglądała jak z krzyża zdjeta. Było mi jej żal, bo wiedziałam ile serca, czasu i energii wkłada w prowadzenie firmy. A tu jeszcze, co chwila, piętrzyły się przed nią kolejne kłopoty. Okazało się bowiem, że daleko było do zakończenia czarnej serii prześladującej nasze biuro.

Na drugi dzień po zakończeniu kontroli w naszej firmie, szefowa wylądowała w szpitalu, z powikłaniami po grypie, które przykuły ją do łóżka na dobre. Jakby tego było mało, dziecko Żabich Oczu też trafiło do szpitala z zapaleniem płuc i nasza koleżanka biurowa przez dwa tygodnie nie dawała znaku życia.

Viola Chuda jak Deska i Prawie Bez Biustu złamała prawą rękę i to wychodząc od lekarza (poślizgnęła się na mokrych schodach!), co wydawało się już ukoronowaniem naszych kłopotów kadrowych i zdrowotnych. Dwa dni później inna koleżanka zwana Renią o Biodrach Szerokich jak Baobab, też padła z powodu grypy żołądkowej, zapewne złapanej w biurze, które stało się siedliskiem wirusów, bakterii i pechowych zbiegów okoliczności.

 

Na placu boju pozostałam tylko ja i nasz szef. We dwójkę żadną miarą nie mogliśmy podołać piętrzącym się obowiązkom i zapanować nad całą firmą. W tej sytuacji właściciel biznesu został zmuszony do wezwania posiłków. Na odsiecz przyszły nam dwie stażystki, które poszukiwały dorywczego zatrudnienia i możliwości zdobycia doświadczenia zawodowego. Dwie młode, zdrowe, bezdzietne niewiasty okazały się dla nas wybawieniem z ciężkiej sytuacji. W dodatku były nad wyraz pojętne i po dwóch - trzech dniach dawały sobie bez problemu radę. Czasami o coś oczywiście jeszcze się dopytywały, ale generalnie nie było z nimi żadnego kłopotu. Szef był tak bardzo zadowolony, że niewątpliwie chętnie wymieniłby wszystkie swoje pracownice na te dwie panny nieobciążone żadną kulą u nogi, w postaci męża, dziecka czy wyczerpania obowiązkami sprzyjąjącego zwiększonej poddatności na wirusy. Jako człowiek niezwykle kulturalny nie pisnął jedak ani słowa o swoim niezadowoleniu z obecnej sytuacji i chęci do zmiany personelu. Zapewne rozumiał, że tego rodzaju panny i tak któregoś dnia zamieniłyby się w przemęczone mamuśki walczące dzielnie jak lwice z jesiennymi dolegliwościami, leniwymi mężami, zakatarzonymi nosami i całą przytłaczającą niezliczonymi obowiązkami szarą codziennością. Taka zmiana, na dłuższą metę i tak by, więc nic nie dała.

 

A skoro już o matkach i żonach wyczerpanych pracą na dwóch etatach, to dodam jeszcze, że sama się też rozchorowałam pod koniec miesiąca. Dobiła mnie kolejna gorączka Pawełka, której nabawił się w zdziesiątkowanej grupie maluchów. Pani doktor stwierdziła, że muszę odpocząć, wygrzać się w łóżku, wyspać, wypocić i pod żadnym pozorem nie starać się chodzić do pracy lub zajmować domem przynajmniej przez 3 – 4 dni. I na dodatek niczym się nie stresować, bo nie warto. Wiśta wio łatwo powiedzieć! Ale o ile trudniej wykonać, zwłaszcza, gdy o zastępstwo tak trudno choćby na jednym z etatów.

Anna Karska

Polecamy

Ośmiu wspaniałych

Czas urlopów w pełni. Część z Was już wróciła z zasłużonych wakacji, część pewnie jeszcze odpoczywa, ale są i tacy, którzy odliczają dni do wyjazdu. Ale wszystkim bez wyjątku polecam kilkugodzinny wypad do belgijskiego Kortrijk/Courtrai, leżącego blisko francuskiej granicy.

Siedzę w poczekalni w klinice InviMed w Warszawie i mimochodem oglądam wiszące na ścianach zdjęcia uroczych małych bobasków.

Od zarania dziejów wiadomo, że ludzka naiwność nie zna granic, a na świecie jest pełno oszustów, którzy łapią się różnych sposobów, by omamić naiwnych ludzi i wyłudzić od nich pieniądze.

 

Z końcem wakacji wielu rodziców zaczyna się zastanawiać czy rozpocząć lub kontynuować edukację dzieci w polskiej szkole.

Miło mi Cię spotkać w studio RTL w Brukseli. Właściwie nasze spotkanie zawdzięczamy czystemu przypadkowi. Kiedyś zauważyłam Twój profil na Facebooku wśród proponowanych znajomych. Zaintrygowało mnie imię Bartosz, które brzmi typowo po polsku.

Chociaż markowy smartfon jest dla niektórych ludzi symbolem statusu, to jednak istnieje również spora grupa ludzi, którzy nie kupują najmodniejszego smartfona, aby zwrócić na siebie uwagę.

Po pięciodniowych zaciętych starciach między ludnością murzyńską, a policją i gwardią narodową, dzielnica Watts w Los Angeles przedstawia obraz zniszczenia.

Dobra wiadomość dla wszystkich, którzy od garnituru od Armaniego wolą powyciągane koszulki i stare, dobre dresy - teraz jesteście trendy!

Różnice między Belgią a Irlandią są dość spore. Dla nas – Polaków pracujących poza granicami Polski – najważniejszą z nich jest prawdopodobnie to, że z Belgii do Polski, jak Ojczyzna wezwie, na upartego dojść można piechotą. Z Irlandii się nie da.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Koncert Budki Suflera
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Dzień Dziecka 2012
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Krakus
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Mini galeria 04
  • Miss Fitness
  • Ani Mru Mru
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Bal Gimnazjalistów
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Mini galeria 03

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices