Dziś jest , imieniny obchodzą:

Lokatorek – potworek

Wakacyjny pobyt w rodzinnych stronach, każdy z nas – emigrantów – wykorzystuje nie tylko na odpoczynek, spotkania z najbliższymi, opychanie się smakołykami domowej roboty, ale też na załatwienie rozmaitych najpilniejszych spraw leżących odłogiem niekiedy przez kilka miesięcy. Tak było w czasie naszych tegorocznych wakacji, w trakcie których byliśmy z mężem zmuszeni zająć się różnymi urzędowo-administracyjnymi papierkami, a także zmianą lokatora naszego mieszkania. Okazało się bowiem, że nie był to żaden lokatorek, ale istny potworek, który napsuł nam wiele krwi.

 

Kilka lat temu, podobnie jak wielu rodaków mieszkających zagranicą, postanowiliśmy zainwestować nasze oszczędności na zakup mieszkania w kraju rodzinnym. Kupno porządnego lokum w Brukseli nie wchodziło w grę z dwóch powodów. Po pierwsze, ze względu na ceny, które znacznie przekraczały zasobność naszej kieszeni, a po drugie, nie mieliśmy w planach pozostania w Belgii na zawsze. Gdy tylko uzbieraliśmy odpowiednią kwotę, kupiliśmy małe mieszkanko w naszych rodzinnych stronach, żeby coś mieć wracając do kraju. Do tego jednak czasu, nasze gniazdko było wynajęte, co przynosiło nam parę groszy, ale też i sporo kłopotów. Okazało się bowiem, że nie każdy lokator to człowiek godny zaufania. Zdarzają się lokatorzy-potworzy, potrafiący porządnie nadszarpnąć nerwy. Nam się właśnie taki ktoś przytrafił.

Pierwsze spotkanie z chętnym na nasze mieszkanie odbyło się bardzo dobrze. Pan wydawał się miły, schludny, spokojny i godny zaufania. Miał u nas mieszkać razem z narzeczoną, której nie widzieliśmy, ale przypuszczaliśmy, że jest równie ułożona jak on sam. Mówił, że dużo pracuje, często bywa w delegacjach, więc nawet mało co będzie mieszkał w naszym M-4, ale chce mieć własny kąt dla siebie i narzeczonej. Kaucję za miesiąc i pierwszy czynsz wpłacił nam bez problemów. Każdego miesiąca także płacił wszystko terminowo. Sąsiedzi nigdy nie skarżyli się na burdy pijackie, imprezy czy inne wydarzenia mogące zakłócić im spokój. I pewnie żylibyśmy w złudzeniu, że trafił nam się prawdziwy skarb, a nie zwykły lokator, gdyby nie telefon z policji, który otrzymaliśmy pewnego sobotniego poranka. Z tego co pan policjant mówił wynikało, że wynajęliśmy mieszkanie zawodowemu złodziejowi, który urządził sobie w nim magazyn zdobycznych trofeów. Ponoć od dłuższego czasu nasz lokator był obserwowany przez strażników prawa, podobnie jak i jego narzeczona, która w rzeczywistości była tylko jego wspólniczką. Z tego co się dowiedzieliśmy, para jeździła po dużych miastach w poszukiwaniu okazji do kradzieży. Następnie, zdobyczne dobra magazynowali w naszym mieszkaniu, skąd wynosili je stopniowo na sprzedaż i tak w koło Macieju. W związku z powyższą sytuacją, pan policjant chciał wezwać nas na przesłuchanie, ale dowiedział się, że mieszkamy zagranicą i nie będziemy mogli tak od razu przyjechać. Umówiliśmy się więc, że podczas urlopowego pobytu w kraju, zgłosimy się na komisariat celem złożenia zeznań i wyjaśnień.
Do tego czasu mieliśmy nie informować naszego lokatora o czymkolwiek, żeby go nie spłoszyć i nie zostać oskarżonym o współudział w złodziejskiej szajce.

Zanim jednak dotarliśmy w rodzinne strony, policjanci dokonali obławy na naszych lokatorów i zatrzymali ich na gorącym uczynku. Mieszkanie zalakowali czekając na nasz przyjazd i złożenie zeznań. Po wizycie na komisariacie, udaliśmy się niezwłocznie do naszego gniazdka w towarzystwie miejscowych stróżów prawa. Obraz jaki ukazał się naszym oczom po otworzeniu drzwi, był tak niewiarygodny, że na chwilę zupełnie zaniemówiliśmy. W środku znajdowały się góry rozmaitych rzeczy, od sprzętu AGD i RTV, poprzez sterty płaszczy, kożuchów, markowych butów, aż do butelek drogich alkoholi, ekskluzywnych zegarków i zapierającej dech w piersiach biżuterii. Nigdy w życiu nie widziałam w jednym miejscu tylu artykułów z najwyższej półki, o których mogłam wyłącznie pomarzyć oglądając ich kolorowe zdjęcia w prasie kobiecej albo magazynach dla mężczyzn, leżących w poczekali u lekarza. Obydwa pokoje, kuchnia i przedpokój, pełne były kradzionego towaru. Nawet i łazienka, w której stały pudła z kosmetykami i perfumami, potraktowana została przez złodziejską parę jako magazyn.

Zaczęliśmy się z mężem zastanawiać, jak to możliwe, że nikt z sąsiadów nie zauważył tego, co się wyrabiało w naszym locum. Pan policjant uprzejmie wyjaśnił nam, że wszystko było wnoszone i wynoszone pod osłoną nocy, kiedy przyzwoici obywatele już dawno śpią i nie wyglądają przez okno. A ponadto, trafiło na wyjątkowo uzdolnionych w swoim fachu złodziei, którym policja deptała bezskutecznie po piętach już od wielu miesięcy. Dopiero zeznania przypadkowego świadka, w osobie powracającego z imieninowej balangi przechodnia, pomogły w zidentyfikowaniu i ujęciu włamywaczy. Lekko podchmielony pan, zmuszony do udania się w krzaki za pilną potrzebą, przyuważył dwie osoby pakujące do samochodu paczki wynoszone ze sklepu ze sprzętem AGD. Mimo delikatnego zamroczenia alkoholowego, obywatel dojrzał numery rejestracyjne pojazdu i uważnie przyjrzał się sylwetkom, z których jedna wydawała mu się zbyt zgrabna i zbyt szczupła jak na mężczyznę. Uważny imprezowicz popędził na komisariat, gdzie początkowo nie dano wiary jego słowom – ze względu na „wczorajszy” wygląd, ale w końcu przyjęto zeznanie. Śledztwo poszło błyskawicznie i para złodziejaszków została ujęta.

Dla nas, cała sprawa zakończyła się pomyślnie. Wykluczono nasz jakikolwiek współudział w złodziejskim procederze. Pouczono nas o konieczności bacznego dobierania lokatorów, a także przypomniano o obowiązku zgłoszenia wynajmu do fiskusa i odprowadzenia podatku. Udało nam się wywinąć od kary, twierdząc, że nie wiedzieliśmy – ze względu na zamieszkiwanie zagranicą – o konieczności płacenia podatku od wynajmu nieruchomości. Dostaliśmy porządną nauczkę, która kosztowała nas sporo nerwów, ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło, a to przecież najważniejsze. Trudne sprawy czy skomplikowane sytuacje wzbogacają nasze doświadczenie życiowe i uczą nas niekiedy znacznie więcej niż niejedna uczona książka. Te ostatnie, warto oczywiście czytać, ale – jak sami się przekonaliśmy – przydaje się też znajomość litery prawa (choćby i podatkowego), a także trzęźwość umysłu i zasada ograniczonego zaufania. Nie od dziś bowiem wiadomo, że naciągacze, cwaniacy i różnej maści ptaszki – złodziejaszki, potrafią skrzętnie skrywać swe niecne zamiary pod maską uprzejmości, kulturalnego zachowania czy też eleganckiego ubrania.

Edyta Wiśniewska

Polecamy

Dnia 10 listopada 2015 r. odbędzie się już po raz ósmy Gala „Polak Roku”. Kandydatów można zgłaszać do 15 września br.

Ostatnio możemy odnieść wrażenie, że polski sport przeżywa renesans. Powstaje z popiołów niczym Feniks. Możemy pochwalić się całkiem niezłymi sukcesami w rywalizacjach drużynowych oraz indywidualnych.

Od kilku lat mieszkam w Belgii i muszę się przyznać, że miałam zdecydowanie więcej czasu na zwiedzanie, kiedy przyjeżdżałam tu jako turystka. Dzięki temu poznałam liczne muzea i ciekawe miejsca w Brukseli, Brugii czy Gandawie.

 

Kolejny rok zbliża nam się ku końcowi, zatem wypadałoby go godnie uczcić. Pozostaje tylko problem, jak się bawić, by potem rano nie wyglądać gorzej od pustych butelek i puszek pozostawionych na stole.

Wiatr we włosach, rumień na polikach, czas jakby stojący w miejscu, niemający znaczenia dla dziejącej się przygody. Stan flow, mówiąc psychologicznym językiem, albo stan beztroski, typowy dla dzieci. Kiedy czułeś go ostatni raz?

Mój mąż już od dobrych kilku lat słucha podcastów. Osobiście zawsze myślałam, że to coś w rodzaju audiobooka, i uparcie twierdziłam, że jeżeli mam sięgnąć po książkę, to już wolę taką tradycyjną, z kartkami i do czytania.

Pamięć tego, co spotkało mnie w ciągu ostatnich tygodni, ciążyła na mnie niczym nieustępliwy kac. Nigdy nie sądziłem, że coś tak nieistotnego jak włamanie do opuszczonego domu może zmienić moje życie do tego stopnia. I to jeszcze jak – zamieniło je w prawdziwy koszmar!

Tomasz, lat 40, rozwodnik. Któregoś ranka obudził się z myślą, że może nie jest jeszcze za późno, by dokonać w swoim życiu zmian. Nie wie za bardzo, od czego zacząć, ale jest pewien, że dotychczasowe przyzwyczajenia nie dały mu szczęścia.

Roger Martin Maluga – wokalista estradowy. Wychowanek Domu Kultury im. Henryka Jordana w Siemianowicach Śląskich. Uczeń Eli Zapendowskiej. Wrażliwość jest jego siłą w życiu, jak i na scenie. Od czterech lat mieszka w Holandii oraz podbija ją muzycznie.

Siedzę w poczekalni w klinice InviMed w Warszawie i mimochodem oglądam wiszące na ścianach zdjęcia uroczych małych bobasków.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Krakus
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Koncert Budki Suflera
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Mini galeria 03
  • Ani Mru Mru
  • Miss Fitness
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Dzień Dziecka 2012
  • Mini galeria 04
  • Bal Gimnazjalistów

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices