Dziś jest , imieniny obchodzą:

Etang de Vaumigny – Powrót po latach

Jadąc z kolegą Waldkiem na piękne łowisko nad Loire, o nazwie Etang de Vaumigny, zastanawiałem się, jakie przygody nas tam czekają, gdyż do tej pory rzadko udawało się spędzić zasiadkę nad jakimkolwiek łowiskiem bez dziwnych zdarzeń lub interesujących przygód.

 

Po przebyciu 450 km meldujemy się u właściciela łowiska i bierzemy łódkę oraz kapoki i udajemy się na nasze stanowisko. Nic nie jest w stanie wyrazić tego, co czuje każdy wędkarz, który widzi przed sobą piękną wodę oraz mnóstwo miejsc, w których schronienie znalazły ryby – tak też było i z nami. Przez kilka minut staliśmy tak bez zbędnych słów, chłonęliśmy te chwile, później już standardowo mnóstwo pracy, organizowanie obozowiska, sondowanie dna, przygotowywanie zanęt oraz zestawów końcowych. Po kilku godzinach ciężkiej pracy byliśmy szczęśliwi jak dzieci bawiące się w piaskownicy, gdyż czekał nas cały tydzień nad wodą, z dala od cywilizacji i zgiełku ulic.

Po kilku godzinach oczekiwań pierwsze branie u Waldka, początek spokojny i bardzo niewinny, w pewnym momencie przeistoczył się w walkę niczym z lokomotywą. Po jednej stronie ogromna ryba, która była tak silna, że nie można było w żaden sposób jej zatrzymać, a po drugiej mój kompan, który mógł tylko patrzeć na jej poczynania. Z każdą minutą ubywało żyłki na kołowrotku, a monstrum na haku nie miało dość i wciąż wybierało kolejne metry. Po odpłynięciu na przynajmniej 70 metrów, szybka decyzja, aby jednak siłowo zatrzymać poczynania przeciwnika i niestety ryba się spina, a na brzegu zostają niesamowite emocje po tak trudnym holu.

 

Później pogoda zaczyna się zmieniać i każdego dnia mamy cztery pory roku, czyli deszcz, grad, silny wiatr i słońce. To chyba wie każdy karpiarz, że takie zawirowania nie wróżą nic dobrego i niestety nas też to czekało. Po długich oczekiwaniach mamy kolejne branie, tym razem na moim zestawie. Szybki i sprawny hol i pierwszy karp ląduje na macie, waga pokazuje 18 kg, byłem w tamtym momencie być może najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

Kolejne brania to same porażki, gdyż ryby po zacięciu od razu wpływały w zaczepy, a tych na naszym stanowisku mieliśmy pod dostatkiem. Po czterech dniach, w nocy dźwięk mojego Delkima budzi mnie ze snu, wybiegłem z namiotu zaciąłem rybę i wiedziałem, że ta sztuka też będzie pięknym okazem. Po kilku chwilach przekazuję wędkę koledze i Waldek kontynuuje hol. Po kilku minutach kolejny karp zostaje podebrany i zważony - waga wskazuje 19,900 kg! Tak mało zabrakło do magicznej „20+”. Ale jak to mówią – Viking nigdy się nie poddaje, wiec i my walczyliśmy dalej.

W przedostatni dzień brania zaczynają się głównie za dnia, co wcześniej w ogóle nie zdarzało się na naszym stanowisku. Kolejny dźwięk kojący moje uszy, czyli Delkim, wygrywający hymn do walki zrywa mnie z fotela i po zacięciu zaczyna się kolejny hol. Walka z rybą była trudna, gdyż z każdej strony mieliśmy zwalone drzewa i mały błąd skazywał nas na porażkę, czego już mieliśmy szansę doświadczyć podczas tego pobytu. Robiłem, co mogłem, aby ryba nie odpłynęła na boki. Po dłuższej chwili udaje się rybę podebrać. Szybkie ważenie i jest 20,600 kg, czyli pierwszy mój karp z dwójką z przodu w tym sezonie. Szybka sesja zdjęciowa i ryba w dobrej kondycji wróciła do wody.

Na pożegnanie mam jeszcze jedno branie, lecz niestety, tak jak i pierwsze, jest to spotkanie z rybą, którą nazwałem lokomotywą, gdyż nawet moje umiejętności nie pozwoliły na zbyt długą walkę mimo podjęcia walki z łodzi, na otwartej wodzie. Po dłuższej chwili niestety przypon nie wytrzymuje i jako przegrany wracam na stanowisko.

Następnego dnia oczywiście czekała nas najgorsza rzecz, jakiej nigdy nie lubimy robić, czyli pakowanie i powrót. Ale rzucając ostatnie spojrzenie na wodę, wiedziałem, że przegraliśmy tylko bitwę, gdyż wojna trwa nadal, a my po zwycięstwo wrócimy tu za rok.

Polecamy

Jakiś czas temu, w mieście Paryżu, jedna z agencji badania opinii publicznej wyduszała z przechodniów zeznania: jakie jest ich najczęstsze marzenie miłosne. Ponad 80% badanych widziało się z ukochaną (ukochanym) w objęciach pod tropikalną palmą o zachodzie słońca!

Oszuści w Internecie to częste zjawisko w dzisiejszych czasach, którego należy się wystrzegać.

W pierwszych dniach maja 1915 roku, mały, łysy mężczyzna o starannie przystrzyżonej brodzie umieścił w rubryce matrymonialnej jednego z paryskich czasopism ogłoszenie: „Pan lat 45, samotny, kapitał 4.000 franków, pragnie poślubić panią w podobnej sytuacji i wieku C.T. 45”

Zasiłek socjalny IGO/LA GRAPA to świadczenie socjalne przyznawane osobom w wieku emerytalnym od 65 roku życia, które otrzymują niską emeryturę.

Jednym z upragnionych przez dzieci prezentów świątecznych pozostają nowe gry na konsole lub PC. Badania pokazują, że prawie 90% prezentów dla dzieci to zabawki (w tym gry), nawiązujące do ulubionych postaci filmowych (np. Minionki, Kraina Lodu, Batman, etc.).

Doktor Waśkiewicz należy do towarzystwa Chirurgii Plastycznej, Rekonstrukcyjnej i Estetycznej w Belgii.

Ciężko w to uwierzyć, ale większość miłośników czarnego sportu raczej odetchnie z ulgą, zamiast martwić się, że sezon żużlowy już dobiegł końca, a przed nami całe miesiące oczekiwania na następny.

Jak co roku, tak i w tym, w miesiącach poprzedzających święta Bożego Narodzenia, zaczęłam zbierać zdjęcia choinek. Ach, jak ja lubię te zaprojektowane i z pomysłem dopieszczone drzewka!

Miesiącem zakochanych jest niewątpliwie maj ze swoją wiosenną aurą sprzyjającą miłosnym zauroczeniom. Podobnie jest jednak i latem.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Mini galeria 03
  • Koncert Budki Suflera
  • Ani Mru Mru
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Dzień Dziecka 2012
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Mini galeria 04
  • Miss Fitness
  • Bal Gimnazjalistów
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Krakus

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices